~*~
-Delilah! Masz nową lokatorkę. - Do
mojego pokoju weszła ta babka, jak jej tam było.. Marie? Nie ważne.
Przyprowadziła ze sobą jakąś dziewczynę, brunetkę, w sumie
całkiem ładną, ale na pewno nie ładniejszą ode mnie. - No, to
jest właśnie Faith. Jest w twoim wieku, dogadacie się.. Co ja
mówię.. Nie ma szans – mruknęła już pod nosem. Nigdy nie
przyjaźniłam się ze swoimi współlokatorkami. Jedyną osobą,
jakiej ufałam w tym całym domu wariatów był Justin. MÓJ chłopak.
Byłam o niego chorobliwie zazdrosna, i właśnie z tego powodu nie
przyjaźniłam się z żadną dziewczyną stąd. - Okej, Faith, zaraz
ktoś przyprowadzi twoje walizki. Delilah, zachowuj się dobrze.
Wiesz, co będzie w przeciwnym wypadku i chyba nie chcesz tego znów
przechodzić? - mocno zaakcentowała słowo „znów” jakby to było
coś złego, że kochałam mojego chłopaka i chciałam go tylko dla
siebie. No dobrze, chodziło o to, że pobiłam moją poprzednią
współlokatorkę. Flirtowała z Justinem, co miałam zrobić? No
właśnie.
-Jasne, Marie, umowa stoi. I tak wiemy,
że prędzej czy później to zrobię. Niech nowa się dostosuje do
mnie, ja jestem u siebie.- odezwałam się pierwszy raz, od kiedy
weszły. Podobał mi się mój głos, był taki.. uwodzicielski.
-Mam na imię Meredith..
-Nie ważne, i tak zapomnę.
-No dobrze, ja już idę, papiery
czekają. Faith, nie przejmuj się nią, to objawy jej choroby. -
powiedziała co wiedziała. Nie mogę już patrzeć na nią i na te
jej wyprasowane w kancik sukieneczki i garsoneczki. Zachowywała się,
jakby była niewiadomo kim.
-Hm.. Jestem Faith – powiedziała
nowa.
-Ta, już wiem. Nie licz na to, że się
zaprzyjaźnimy. Jedyne, co powinnaś wiedzieć to to, że nie masz
prawa zbliżać się do mojego chłopaka a także to, że mam
zaburzenia afektywne dwubiegunowe, co oznacza, że mieszkanie ze mną
nie będzie łatwe. A jeśli będzie ci się tak wydawać, skutecznie
to zmienię. Rozumiemy się? - powiedziałam z ironicznym uśmieszkiem
na ustach. Wiedziałam, jaką odpowiedź usłyszę, więc wyszłam z
pokoju trzaskając drzwiami. Szłam długim, oświetlonym
jarzeniówkami korytarzem. W myślach liczyłam kroki. 56. Tyle
właśnie kroków dzieliło mój pokój od pokoju Justina. Dobrze, że
mieszkał sam.. Inaczej nie moglibyśmy robić tego, co najbardziej
lubimy... Chyba każdy wie, o co mi chodzi? W każdym bądź razie,
Justin jest najlepszy w tych sprawach. Nie wiem, gdzie się tego
nauczył. I może nie chcę wiedzieć? Otworzyłam drzwi do Jego
pokoju. Leżał na łóżku i spał. Położyłam się obok niego, od
ściany, i zaczęłam całować jego szyję i robić na niej
niewielkie malinki. Zauważyłam uśmiech na jego twarzy i
wiedziałam, że moje pocałunki sprawiają mu przyjemność. Za
chwilę pewnie się obudzi. Zaczęłam muskać jego policzek i
doszłam do ust. Jego wargi były najbardziej miękkimi wargami,
jakie kiedykolwiek całowałam i smakowały najlepiej ze wszystkich
dotychczas, a wierzcie mi, że nie było tego mało.. Obudził się i
przekręcił na brzuch tak, że leżałam teraz na nim. Położyłam
głowę na jego torsie i zamknęłam oczy. Czułam delikatne ruchy
jego klatki piersiowej i słyszałam bicie jego serca, a on głaskał
mnie ręką po plecach. Leżeliśmy tak chwilę w ciszy, kiedy Justin
się odezwał, zaburzając dotychczasową harmonię.
-Stęskniłem się. Gdzie byłaś tak
długo?
-Skarbie, nie było mnie tylko 5
godzin.
-To za długo. Usycham, kiedy Cię nie
ma. Co robiłaś?
-Mam nową współlokatorkę, hm, jak
ona ma na imię.. Faith.
-Ładna?
-Justin! Nawet o tym nie myśl.
-Spokojnie, kochanie, żartowałem.
Nigdy bym cię nie zostawił.
-Mhm, tak myślę. Chociaż, ostatnio
też tak mówiłeś. I przedostatnio.. W zasadzie to chyba pieprzyłeś
się z każdą z moich współlokatorek, co? Przyznaj się.
-Oh, Delilah, znów dążysz do kłótni?
-Nie, chcę wiedzieć.
-Może i tak było, nie wiem. Tylko ty
się dla mnie liczysz.
-Okej, niech będzie. Ale pamiętaj,
jeśli zawiedziesz mnie tym razem, koniec z nami. Ostateczny,
rozumiesz?
-Jasne, przerabialiśmy to tyle razy.
Ale tobie też niczego nie brakuje. Pamiętasz Jasona? I Mike'a. O, a
Nate?
-Justin, przestań. Ja to co innego.
-Mhm.. Dobra, wiesz co, nie mam ochoty
się kłócić. Za chwilę będzie kolacja, chodź. No chyba, że
masz zamiar puścić mnie samego, na pożarcie dziewczynom i w
ogóle..
-Gdzieżbym śmiała, skarbie. -
pocałowałam go w usta i wstałam. Justin zabrał swoją czapkę,
ubrał skórzaną kurtkę i wyszliśmy. Zawsze, kiedy szliśmy gdzieś
razem, wszyscy się na nas patrzyli. No coż, byliśmy najlepszą i
najładniejszą parą w całym mieście. Ja piękna, on przystojny,
jak z okładki jakiegoś magazynu, czy coś.. Okej, można było
narzekać na ten szpital psychiatryczny, jak zwykli mówić lekarze
(przy okazji próbując bezskutecznie nauczyć nas tego samego), ale
jedzenie mieli świetne. Usiedliśmy z Justinem przy naszym stoliku,
a po chwili przyniesiono nam jedzenie. Zjedliśmy szybko, czując na
sobie wzrok innych, zazdrosnych ludzi i poszliśmy do jego pokoju,
gdzie mieliśmy zamiar wrócić do naszego poprzedniego zajęcia..
Dzisiejsza noc na pewno nie będzie spokojna.
Pisane przez Leę.
Chcesz być informowany/a? Pisz na twitterze - @deadly_monday !
Przepraszam, że takie krótkie. :)